Opis
Redaktor: Wiem, że nie wiem
Jestem Ewa. Redaktor Ewa. I od 27 lat mam licencję na poprawianie.
Czy wiecie, że 8 marca to nie tylko Dzień Kobiet, ale także, co mnie niezmiernie cieszy, Międzynarodowy/Światowy Dzień Korektora? Zawsze miałam pecha do podwójnych świąt. Jako Ewa w Wigilię słyszałam: „Wszystkiego najlepszego, a prezent... znajdziesz pod choinką”. Teraz w marcu zdarza się, że otrzymuję dwa bukiety, od męża i syna. Szczerze wierzę, że jeden jest „kobietowy”, a drugi „korektorowy”.
Na studiach nie rozstawałam się z biblią korektorów, Filipa Trzaski „Podstawami techniki wydawniczej”. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w 1999 roku operatorzy DTP nie czytają znaków korektorskich, a stawiane przeze mnie tajemnicze hieroglify potrafi rozszyfrować tylko jeden znajomy zecer, kontynuator dobrej starej szkoły gorącego składu.
Od 27 lat redaguję, recenzuję, poprawiam, skreślam, nadpisuję i dopytuję. Byłam sekretarzem redakcji tygodnika lokalnego i redaktorem prowadzącym kwartalnika literacko-historycznego. Jako redaktor lub/i korektor czuwałam nad wydaniem około 200, może więcej, pozycji książkowych, które ukazały się drukiem. Kolejne w drodze.
Jakie refleksje towarzyszą mi po tylu latach w branży?
1. Autorzy cierpią na szybko postępującą niepamięć. Przykład: mam na tapecie tekst, który rokuje, ale nie wiadomo, gdzie nogi, a gdzie ręce. Ale nie poddaję się – wsadzona na minę zawijam literki w sreberka. I jakież jest moje zdziwienie (znowu!), gdy podczas spotkania promocyjnego na pytanie zadane przez prowadzącego: „Czy redaktor naniósł wiele poprawek?”, pada odpowiedź: „Nie, niewiele, kosmetyczne”. Kurtyna opada. Bez oklasków.
2. Autorzy nie pozwalają tekstowi poleżeć. Przekazują do redakcji gorący jeszcze, wręcz parujący plik. Błąd. Redakcja jest jak zemsta. Najlepiej smakuje na zimno.
3. Korektor/redaktor, nawet czytając po godzinach, widzi błędy w tekstach.
4. Wszyscy popełniamy błędy. Po redakcji i korekcie jeszcze coś się znajdzie – albo jakaś literówka, albo źle postawiony przecinek. To normalne. Prawda jest taka, że nie ma całkowicie bezbłędnych książek.
5. Jeśli jesteś perfekcjonistą, to dobrze, ale musisz się z tym pogodzić. Ostatecznie wszystkich błędów nie wyłapiesz, bo nikt nie jest idealny.
Często proponuję moim autorom podpisanie klauzuli poufności. Dlaczego? Otóż i dla mnie, i dla właściciela treści intelektualnej, jaką jest tekst oddany do redakcji/korekty, klauzula poufności stanowi swego rodzaju układ dżentelmeński. Autor mówi: „Zapłacę”, a redaktor: „Nie zdradzę”. Czy to konieczność? Nie sądzę, ale widzę, że autorzy są tym dokumentem mile połechtani.
Zanim jednak przystąpię do pracy, uprzedzam autora: redaktor nie kastruje. Zachowuje styl autora, stoi za nim jak aktor drugoplanowy. Redaktor pokazuje, nad czym jeszcze trzeba popracować, co zostało przeoczone. I nie robi tego na złość. Taka praca. Chodzi o to, by książka sama się czytała.
Od lat w pracy towarzyszy mi podejrzliwość, otwartość na styl autora i na jego oczekiwania, gotowość do ciągłej nauki. Czytam za pieniądze i dla przyjemności, a czasami tylko to drugie.
Znacie ten dowcip?
„Co powinien wiedzieć student?
– Student powinien wiedzieć wszystko.
Co powinien wiedzieć magister?
– Magister powinien wiedzieć wszystko ze swojej dziedziny.
Co powinien wiedzieć doktor?
– Doktor powinien wiedzieć wszystko ze swojej specjalizacji.
Co powinien wiedzieć doktor habilitowany?
– Doktor habilitowany powinien wiedzieć, w której książce co się znajduje.
Co powinien wiedzieć docent?
– Docent powinien wiedzieć, gdzie jest biblioteka.
Co powinien wiedzieć profesor?
– Profesor powinien wiedzieć, gdzie są docenci”.
A co powinien wiedzieć redaktor/korektor? Że wie, kiedy nie wie. Nie ma takiej konieczności, aby znał każde źródło, regułę, interpretację, ale gdy ma wątpliwości, musi mu się zapalić czerwona lampka, która mobilizuje do weryfikacji. No i powinien wiedzieć, gdzie jest biblioteka (chociażby własna).
I teraz „truskawka na torcie”: filmowe polecajki. Od lat oglądam filmy, w fabule których pisze się, wydaje i promuje książki. Tu zaproponuję zaledwie kilka.
– Między wierszami (2012), reż. B. Klugman, L. Sternthal. Szkatułka w szkatułce, i jeszcze raz w szkatułce. Fenomenalna muzyka i cytaty zapadające w pamięć – „Moja tragedia polegała na tym, że kochałem słowa, a nie kobietę, która mnie do nich natchnęła” – mówi starzec grany przez Jeremy’ego Ironsa. Film o życiu. Pisaniu. Kłamstwie i kradzieży. O zgubionym i znalezionym.
– Historia Harolda Cricka (2006), reż. M. Forster. Autorka cierpi na niemoc twórczą. Przy okazji – ma ciekawe podejście do researchu. Film o powstawaniu historii, narracji, szeleście papieru i stukaniu obcasów na kamiennej posadzce. Bohater słyszy w głowie myśli autora. Ja też, ale się leczę.
– Jak stworzyć bestseller (2021), reż. L. Roessler. Przezabawna walka wydawcy z upartym i nieidącym na ustępstwa autorem, który zamiast promować swój tytuł, woli gorszyć. Genialny Michael Cain na każdym spotkaniu autorskim czyta „bullshit”, które brzmi jak poezja.
– Autor (2017), reż. M. M. Cuenca. Autor walczący z brakiem natchnienia manipuluje otoczeniem, a prowadzący zajęcia z twórczego pisania podpowiada mu: „A na blokady polecam sposób Hemingwaya: pisać na golasa”. Drodzy Pisarze! Jeżeli brakuje Wam natchnienia, obejrzyjcie! Jeśli nie, to też.
– Opowieść podręcznej (od 2017): „Chcesz całymi dniami szukać literówek w cudzych tekstach?”. To pytanie matka zadaje bohaterce, młodszej redaktorce w małym wydawnictwie naukowym. Cytat pochodzi z 3. odcinka 2. sezonu serialu „Opowieść podręcznej” na podstawie powieści Margaret Atwood. A odpowiadając na pytanie: tak, chcę całymi dniami szukać literówek w cudzych tekstach.
I na koniec złota rada Mariusza Szczygła: „Cokolwiek się dzieje w Twoim życiu i nie wiesz, co masz robić – pisz. Może z tego nic nie wyjdzie, ale dla Ciebie to będzie bardzo dobre”.
No i redaktor znajdzie zajęcie…
Lokalizacja
-
Wrocławska 12, Września, Polska
